Wyzwania, ale i nowe możliwości osób wierzących w Polsce i na świecie
Kategorie: Wszystkie | Informacje z sieci | Książka | Postanowienia | Zwyczaje
RSS
środa, 24 marca 2010

Znalazłam stronę, która to umożliwia. Wrażenia mniejsze niż na żywo, ale i tak warto. Polecam!

I jak wrażenia?

Czas przygotowań do Wielkiej Nocy, to poza modlitwą, czas spędzony w kuchni i na porządkach. Mam trochę czasu i zaczęłam robić koszulki na jajka na szydełku - pierwszy raz, ale już mi się podobają. Wypróbowałam też dwa nowe przepisy na babkę.

piątek, 15 stycznia 2010

W zeszłym tygodniu miałam coś, co teoretycznie nazywa się wizytą duszpasterską, ale czego tak nie nazwę. Przeżyłam szok. Wiem, że są różni księża i niestety powołanie oraz umiejętności interpersonalne nie zawsze idą w parze, ale powinny być jakieś granice!

Wyglądało to tak:
ksiądz wszedł i zaczął śpiewać, przerwał, bo przypomniał sobie, że sąsiadka z wcześniejszej klatki dała ministrantom drobne, które dokładnie w tym momencie musiał im wręczyć (!?), wrócił do śpiewu jakby nigdy nic. Modlitwa i błogosławieństwo przebiegały już normalnie, ale rozmowa... tragedia, w czasie 10 min zdązył odebrać telefon, umawiając się z innym księdzem, żeby "obczaił" drugi budynek, to wcześniej skończy... Narzekał na dyżury w szkole, w czasie przerwy, nie zapytał nas o nic, ani jak ślub (który wzięliśmy w tym roku), co robimy, czego oczekujemy, czy mamy jakieś wątpliwości, pytania - NIC! Zero kontaktu. Skończył kawę, wziął kopertę, wychodząc zapytał ministrantów ile jeszcze mieszkań zostało... Ucieszył się, że mało.

O'K rozumiem, ksiądz też człowiek, ma prawo być zmęczony, ale nie powinien chyba uświadamiać parafian, że kolęda jest dla niego przykrym i męczącym obowiązkiem?

Dla porównania tydzień wcześniej byłam na kolędzie u mojej mamy, ksiądz akurat u nas jadł obiad, więc może dlatego też więcej pytał, prowadził rozmowę. Miał z nami kontakt. Fakt mała miejscowość, zna nas, udzielał mi bierzmowania i ślubu, więc może było łatwiej, ale zawsze myślałam, że jednym z celów takich wizyt jest poznanie parafian, a nie jedynie zwinięcie koperty i wpisanie daty do karty... Jestem zawiedziona i przestaję się dziwić, że coraz mniej osób przyjmuje kolędę. Przykre, ale prawdziwe.

Udało mi się wdrożyć naturalną metodę planowania rodziny, czyli kupiłam w końcu termometr i wróciłam do obserwacji, z czego bardzo się cieszę.

Gorzej z czytaniem PŚ, na razie zajrzałam tylko kilka razy - zero systematyczności - trzeba to zmienić.

Udaje mi się też realizować postanowienia z innego bloga dotyczące porządku dnia. Musiałam jakoś go zaplanować, bo bez stałych godzin pracy czy zajęć czas mi przeciekał między palcami.

sobota, 02 stycznia 2010

Może Nowy Rok jako taki z KK nie ma wiele wspólnego, ale tradycyjnie jest to już u mnie czas nowych postanowień i wyznaczania celów. Z tym blogiem związane są dwa, a może jedno? Trudno dokładnie określić.

Przede wszystkim od jakiegoś czasu noszę się z zamiarem przeczytania całej Biblii, do tej pory czytałam konkretne księgi lub ewangelie i chciałabym to jakoś usystematyzować. Pisząc licencjat poznałam większość encyklik i pism Jana Pawła II (też wcześniejszych Karola Wojtyły). Datego postanawiam czytać Pismo Święte, może nie codziennie, ale kilka razy w tygodniu.

Poza tym na kursie przedmałżeńskim mieliśmy sporo o naturalnym planowaniu rodziny (NPR) i choć nie zgadzam się ze wszystkimi poglądami osoby prowadzącej na współczesny świat i seksualność (np. pogląd, że mężczyzna to samiec, który myśli tylko o jednym, a kobieta nie ma wyboru; prezerwatywa to zło), to przez kilka miesięcy stosowałam kalendarzyk (z uwzględnieniem temperatury, śluzu, szyjki macicy) i wg mnie działa. Dlaczego więc przestałam? Prozaiczny powód, zepsuł mi się termometr i nie chciało mi się kupić nowego.

Dlatego kolejne postanowienie: regularnie się obserwować pod względem NPR, prowadzić kalendarzyk. Szczególnie, że nie mogę używać tabletek anty i nawet gdybym mogła, to raczej bym się na nie nie zdecydowała. A prezerwatywy, no cóż, przydają się, ale chciałabym je ograniczyć - wiem ta część nie jest zgodna z NPR, ale...

środa, 30 grudnia 2009

W Święta zawsze się u nas dyskutuje o sprawach różnych, pomijając rodzinne dzieje, głównie o historii i polityce. W tym roku jakoś zaczęliśmy wymieniać się opiniami o Opus Dei i przede wszystkim doszliśmy do wniosku, że mało o tej organizacji wiemy. Pisząc pracę o JPII spotkałam się z zarzutami, że przywiązywał do niej zbyt wielką wagę, w "Kodzie Leonardo da Vinci" była przedstawiona bardzo negatywnie, ale tak naprawdę wszędzie napotykam tylko niejasne wzmianki i dlatego postanowiłam dowiedzieć się więcej :)

Trochę poszperałam w Internecie i znalazłam dobrze się zapowiadającą książkę "Śledztwo w sprawie Opus Dei", autor - Vittorio Messori - jest włoskim dziennikarzem i watykanistom, napisał również "Dlaczego wierzę. Życie jako dowód wiary".

O Dziele Bożym napisał również John Allen ("Opus Dei"). Wg informacji na stronie księgarni:

Udało [mu] się oddzielić fakty od mitów. Mając nieograniczony dostęp do ludzi stojących na czele organizacji. Allen rozmawiał też z niezwykle krytycznie nastawionymi byłymi członkami Opus Dei. Ukazał ogromny wpływ wywierany przez tę organizację na politykę Watykanu i szczegółowo przedstawił ukrytą strukturę tworzoną przez ludzi zajmujących ważne stanowiska m.in. w polityce, gospodarce i środowisku akademickim. Opisał także tajemne praktyki i obrzędy, które są kontynuacją duchowej tradycji Kościoła.

Oczywiście książek poruszających tą tematykę jest więcej, ale myślę, że na początek te wystarczą :)

niedziela, 20 grudnia 2009

Zbliżają się Święta... Jest to czas, w którym jest zawsze dużo do zrobienia, ale też okres, w którym mam czas na przemyślenia i przede wszystkim spotkania z rodziną. Dzisiaj po mszy kupiliśmy od harcerzy siano na stół wigilijny. Zawsze je mamy, ale pierwszy raz dostaliśmy załączoną "instrukcję" z krótkim rysem historycznym i modlitwą.

O tym, że siano ma nam przypominać o ubóstwie Maryi i jej Dzieciątka wiedziałam, ale tekst modlitwy jest dla mnie nowością. Może i Wy go nie znacie, więc zacytuję:

P: Wspomożenie nasze w imieniu Pana.
W: Który stworzył niebo i ziemię.
P: Módlmy się. Wszechmogący wieczny Boże, racz pobłogosławić to siano, które umieściliśmy na stole wigilijnym, by przypominało nam ubóstwo groty betlejemskiej, w której narodził się w ciele Twój Syn Jezus Chrystus i spraw, abyśmy nie troszczyli się o to, co mamy jeść lub pić, w co mamy się przyodziać, lecz byśmy zabiegali o sprawy Królestwa Bożego i radowali się z obecności w naszej rodzinie Twojego Syna Jezusa Chrystusa, który z Tobą żyje i króluje na wieki wieków.
W: Amen.

Następnie ojciec/osoba prowadząca kropi siano wodą święconą i umieszcza je na środku stołu.

P.S. Wg informacji na kartce fragment pochodzi z tekstu/książki: "Rytuał rodzinny", ks. bp Józef Wysocki W.W.D. 1990 rok.

środa, 25 listopada 2009

Wczoraj przeczytałam o tym - chyba na Wirtuanej Polsce - dzisiaj znalazłam w sieci dużo odpowiedzi na ten temat. Komentarze są najczęściej bardzo skrajne.

Sama nie wiem co o tym myśleć, nie powinnam oceniać Jana Pawła II, ale jakoś niewyraźnie mi się zrobiło po przeczytaniu tej informacji. Mimo wszystko - zakładając, że są to fakty - trudno mi w to uwierzyć i raczej mam negatywne skojarzenia. Przypomina mi się Opus Dei w krzywym zwieciadle "Kodu Leonarda da Vinci" i jakieś pogańskie lub bardzo stare obrzędy.

Z drugiej strony każdy ma prawo do swojego ciała i może robić z nim co chce. Czy aby na pewno? Nie wiem. Czytałam większość encyklik papieża, jego prace przed pontyfkatem i ta informacja jest dla mnie szokiem, pozostawia po sobie niesmak. Jest to jednak jedynie moje zdanie.

piątek, 30 października 2009

Tadeusz Bartoś
Jan Paweł II. Analiza krytyczna
Wydawnictwo Sic!
Warszawa 2008

Pamiętam jak wiele emocji i negatywnych komentarzy wzbudziła ta książka w Polsce. Szczególnie wśród osób, które jej nie czytały, a tytuł zasugerował im krytykę w potocznym rozumieniu. Jak to krytykować Ojca Świętego? Polaka? Wiem, że byłam zdziwiona, przeczytałam ją i tak naprawdę nie ma się czym bulwersować. Fakt - nie jest to laurka papieża, ale może powinniśmy w końcu zacząć dyskutować, wsłuchać się w opinie popularne w innych krajach, także wśród katolików? Paradoksalnie uważam, że JPII zrobiłoby to bardzo dobrze, żeby odpierać zarzuty, konieczna byłaby lektura jego tekstów, a nie jedynie podążanie bezrefleksyjne. Wiele osób nawet nie wie, że nie zgadzają się z poglądami głoszonymi przez papieża.

Pisząc licencjat niejako zmuszona byłam do przeczytania większości encyklik JPII, jego wcześniejszych książek itp., ale także publikacji przeciwnych poglądom głoszonym przez Polaka. Większość z nich była autorstwa Niemców, Anglików i Francuzów. Nawet się ucieszyłam na wieść o książce Bartosia.

Nie zarzuca on papieżowi niczego nowego... Może mówi to nawet w sposób delikatniejszy. Doceniając wielkość papieża, wskazuje błędy, niedopatrzenia:

  • zaniedbanie spraw wewnętrznych KK
  • centralizację władzy
  • nieumiejętne przyjmowanie krytyki
  • niezdolność do dialogu (gł. w sprawie: reformy KK, teologii wyzwolenia, antykoncepcji, Opus Dei, nieomylności papieża itp.)

Zdaję sobie sprawę, że w tak krótkim wpisie nie jestem w stanie przybliżyć treści i przekonać Was do mojego zdania, nie o to chodzi. Może w kolejnych wpisach wrócę do tej publikacji. Czy ktoś ją czytał?

[Można ją kupić m.in. tu]

wtorek, 13 października 2009

Napiszę o sobie, choć nie jestem głosem całej ludzkości wierzącej. Kiedyś chodziłam do kościoła systematycznie. Początkowo, bo mama tego od nas wymagała, potem chyba trochę z przyzwyczajenia, bez głębszej refleksji. Przyszedł czas, gdy brakowało mi modlitwy, jeżeli dawno nie byłam na mszy. Byłam na pielgrzymce pieszej (ok. dwóch tygodni), należałam do Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży (KSM). Zaczęłam drugi kierunek studiów zaocznie i zajęcia zajmowały mi całą niedzielę, zaczęłam chodzić co drugi tydzień. Powoli zaczynało się moje odchodzenie od instytucji kościelnej, modliłam się sama w domu, na spacerze, pod wpływem chwili wchodziłam do kościoła na krótką lub dłuższą modlitwę, ale msze zaczęły mnie drażnić, trafiłam na kilka kazań o niższości kobiet (sic!), co też swoje dało. Najgorsza była spowiedź, na której ksiądz dopowiedział sobie za dużo i nie dał mi rozgrzeszenia na podstawie swoich domysłów - mieszkałam na stancji koedukacyjnej ;) W 6 osób wynajmowaliśmy domek. Pisząc pracę licencjacką musiałam przeczytać praktycznie większość dzieł Karola Wojtyły/Jana Pawła II, dużą część dokumentów kościelnych po Soborze Watykańskim II, ale i przeciwników chrześcijaństwa, dały mi do myślenia.

Dzisiaj wiem, że wierzę, ale nie zgadzam się z wieloma naukami kościoła głoszonymi w formie dogmatów. Staram się cały czas pogłębiać moją wiedzę, zdobyć argumenty za i przeciw. Dużo czytam, część przemyśleń po lekturze tu opiszę.

Zastanawiam się czy KK utraci wpływy w Polsce i na świecie, kiedy krytyka papieża JPII i dyskusja nad jego pontyfikatem będzie możliwa bez oskarżania o niewiedzę lub niewiarę, a nawet opętanie. Czy hierarchowie kościelni nagną się do dzisiejszych czasów? Czy może będą stać na straży konserwatywnych wartości? Co z dogmatem o nieomylności papieża? Czy religioznawstwo na polskich uniwersytetach przestanie być wykładem dotyczącym chrześcijaństwa? Kiedy zamiast zachwycać się nad życiem JPII zaczniemy czytać jego nauki? Czy w Polsce są one znane? Pytań jest wiele, mniej odpowiedzi, a odpowiedzi jednoznacznych praktycznie w ogóle.

Ten blog będzie moim swoistym pamiętnikiem z lektur, ale nie tylko. Żyjemy w XXI wieku, dowiadujemy się o wydarzeniach odległych, "na żywo" możemy oglądać Anioł Pański z Watykanu, czy słuchać Apelu Jasnogórskiego nadawanego z Częstochowy, jednocześnie głośniejszy staje się głos krytyki, Internet trudno kontrolować. Czy rozwój techniki pomoże zwolennikom czy przeciwnikom chrześcijaństwa? Są gazety, radia, telewizje, księgarnie katolickie, które docierają do wiernych za pomocą mass mediów, ale podobnymi środkami dysponują ich oponenci. Spotkałam się z kazaniami na mp3, księża starają się dotrzeć do młodzieży, jednocześnie część z nich skutecznie ją odstrasza, wiadomo, ksiądz też człowiek, może mieć gorszy dzień, poza tym jak w każdym zawodzie są dobrzy i źli specjaliści, czasami dużo zależy od tego na kogo trafisz.

22:02, nieznanaja
Link Dodaj komentarz »